Niemiecki rynek otworzy się już za miesiąc. Ilu Ukraińców wyjedzie?

Już 1 stycznia 2020 roku niemiecki rynek pracy otworzy się na pracowników pochodzących spoza Unii Europejskiej. Eksperci szacują, że w związku z tym liczba przebywających w Polsce pracowników z Ukrainy może zmniejszyć się aż o 25% w perspektywie kilku najbliższych lat. Polski rząd zapewnia natomiast, że zagrożenia nie ma, Ukraińcy czują się u nas dobrze i nie zamierzają wyjeżdżać.

Wysokie niedobory siły roboczej w Niemczech

Niemcy już od wielu lat zmagają się z niedoborami wykwalifikowanej siły roboczej. Rąk do pracy brakuje pomimo tego, że jest to kraj o wysokim stopniu imigracji. Wartym uwagi jest fakt, że problemy niemieckiego rynku pracy podobne są do problemów polskich – kuleje przede wszystkim branża transportowa i budowlana. Ten fakt budzi obawy, że na wyjazd do Niemiec zdecydują się przede wszystkim pracownicy z Ukrainy, którzy od wielu lat z powodzeniem pracują w tym branżach.

Zdaniem wielu ekspertów to właśnie jest dla Polski największym zagrożeniem. Grozi nam nie tylko ogólny spadek liczebności pracowników z Ukrainy, ale także odpływ tych najbardziej cennych. Według wielu ekonomistów Polska może nie poradzić sobie z opływem kadry wysoko wykwalifikowanej, posiadającej kompetencje i bardzo cennej dla polskich przedsiębiorstw. Tacy Ukraińcy bardzo dobrze poradzą sobie za naszą zachodnią granicą, szybko nauczą się języka niemieckiego i przystosują się do panujących tam realiów pracowniczych. Skusi ich przede wszystkim dużo wyższe niż w Polsce wynagrodzenie.

Ukraińcy mogą tworzyć w Niemczech szarą strefę

Niepokojące informacje dotyczą również niewykwalifikowanych pracowników z Ukrainy. Oni również mieliby być skuszeni wysokimi, niemieckimi pensjami, a brak odpowiedniego wyszkolenia nie przeszkadzałby im na tyle, by zrezygnowali z wyjazdu. W Niemczech zasililiby natomiast szarą strefę. Szacuje się, że w Polsce tylko 10-15% Ukraińców pracuje na czarno, ale wynika to głównie z faktu, że zarobki „na czarno” oraz zarobki legalne nie różnią się od siebie znacząco i pracownicy z Ukrainy nie mają większej motywacji, by pomijać legalne procedury. W Niemczech miałoby być inaczej – wysokie zarobki byłyby odpowiednim wynagrodzeniem za podjęcie nielegalnej pracy i niemożność korzystania z benefitów społecznych, nawet ubezpieczenia zdrowotnego (źródło: agencja pracy WynajemPracownikow.pl).

Pomoże liberalizacja przepisów imigracyjnych?

Ekonomiści są zgodni co do tego, że otwarcie się rynku niemieckiego obniży poziom migracji do Polski. Już teraz są pewni, że duża część Ukraińców rezygnuje z pozostania w Polsce ze względu na długotrwałość i wysokie skomplikowanie procedur w zakresie otrzymywania zezwoleń na pobyt i pracę. Choć nie ma jeszcze oficjalnych statystyk dotyczących tej kwestii, podejrzewa się, że takie tendencje trwają już od przynajmniej roku.

Szacuje się, że w ciągu kilku najbliższych lat może być nam potrzebnych około 2,5 miliona nowych pracowników. Wiadomo już, że sami pracownicy z Ukrainy nie są w stanie tego zapotrzebowania pokryć. Ich wyjazd jeszcze pogorszyłby sytuację – tego obawiają się przede wszystkim pracodawcy z województw graniczących z Niemcami. W samym tylko województwie lubuskim Ukraińców jest ponad 40 tysięcy, a przedsiębiorstwa obawiają się głównie tego, że imigranci zarobkowi dalej będą mieszkać w Polsce, a pracować w Niemczech. Być może nie uda się ich zatrzymać także podwyżkami, gdyż obecnie żaden pracodawca nie może pozwolić sobie na zaproponowanie stawek niemieckich. Rozwiązania sytuacji upatrują tylko w podwyżkach płac i przyciągnięciu większej liczby pracowników polskich.